Wczoraj była rocznica wybuchu II wojny światowej, w Gruzji wojna i rabunki wciąż trwają. Na długiej przerwie siedziałem sobie jak zwykle na ławeczce. Sam(też jak zwykle). Patrząc na moich nażelowanych rówieśników i półnagie rówieśniczki( takie krótkie spódniczki we wrześniu?!) pomyślałem sobie:"jak oni by się zachowali w obliczu wojny?"

Gdyby byli świadkami kampanii wrześniowej, co by zrobili?? Zapewne  obrzucali by niemieckie czołgi kwiatami, za to, że Wermacht wyzwolił ich ich od szkoły. Czym by się zajmowali po klęsce? Spijali by wódeczkę, aż do braku kasy. Co potem? Dokonało by się masowe podpisywanie volkslisty i wstępowanie do Hitlerjugend. Bo w tedy znów nalazłoby sie pieniądze na alkohol. Powiecie, że przesadzam, ale będziecie sie mylić. Dla młodzieży naprawdę Polska nie jest najważniejsza.  Najważniejsze są przyjemności. A wódeczka i joint to niemal bogowie.

Moje straszne przemyślenia  zakończył odgłos dzwonka wzywającego na lekcję. Matematyka to była. Matematyki też nie lubię.